I przychodzi taki dzień, w którym
wszystko przypomina Ciebie.
— kurwa.
Naida:
Lecę do RPA! Lecę do RPA! I to nie sama, a z reprezentacją Hiszpanii. Samolot mamy za trzy godziny, a ja jestem jeszcze nie gotowa. Biegałam właśnie po całym domu szukając mojego telefonu, gdy moja siostra Jimena stała na schodach i patrzyła na mnie z politowaniem. No tak, ona spakowała się już przedwczoraj. Ja niestety, zawsze mam czas i robię wszystko na ostatnią chwilę. Chciałam zapiąć trzecią walizkę, która była już wypełniona po brzegi. Po piątej próbie skapitulowałam i wyciągnęłam czwartą walizkę.wszystko przypomina Ciebie.
— kurwa.
Naida:
- Naida! - usłyszałam tuż na uchem głos, a raczej krzyk ojca.
- Tato, weź tak nie krzycz, bo mi bębenki pękną!
- Cztery walizki?! Na cholerę ci tyle? - podniósł głos.
- Żebyś się głupio pytał - powiedziałam i spojrzałam na niego krzywo.
- Jestem ciekawy kto ci pomoże wnieść je do hotelu?
- Zawsze znajdzie się jakiś wielbłąd, Pique albo Ramos. Ktokolwiek.
- Już to widzę - prychnął, a następnie wzniósł oczy błagalnie ku niebu.
- Wow, ale będzie ubaw - skomentowała moja siostra, która właśnie stanęła w progu mojego pokoju.
- Nie sądzę - odparłam krótko.
- Zobaczymy - zaśmiała mi się w oczy.
- Zamknij tą krzywą gębę idiotko, nie mam zamiaru z tobą rozmawiać, bo musiałabym zniżyć się do twojego marnego poziomu. Twój poziom intelektualny nie dorasta mi do pięt, co najwyżej możesz mi wylizać buty, kretynko. - Jimenę zatkało, nie wiedziała co ma powiedzieć.
- Dziewczyny proszę się natychmiast uspokoić i zawołać Santiago, bo polecimy bez niego - na pomoc ruszył tata, który chciał jak najszybciej zmienić temat.
- Ja bym się nawet ucieszyła - powiedziałyśmy równocześnie z Jimeną.
- Panie i panowie, oto przed państwem Santiago del Bosque - Santi zszedł właśnie na dół i ukłonił się teatralnie, a w ręku trzymał swojego węża.
- Przestań mówić do siebie w trzeciej osobie - powiedziała mama, która właśnie wyszła z łazienki.
- Nie bierzesz tego - zapowiedział tata, pokazując palcem na węża.
- Dlaczego? - Santiago tupnął nogą, jak małe dziecko.
- Bo tak postanowiłem i już - powiedział hardo. - Proszę to zanieść na górę - wskazał gestem ręki.
- Nie i koniec - Młody wziął swoją walizkę i wyszedł z domu.
- Santiago, tata chyba coś powiedział - powiedziała mama.
- Ja również - wsiadł do samochodu. - Jedziemy już?
- Tak. Dziewczyny wsiadajcie do samochodu - tata zwrócił się do nas. - A Santiago zaniesie Gargamela do domu.
Ja usiadłam z przodu, a Jimena z tyłu, koło Santiago. Włączyłam radio i zaczęłam ruszać głową w rytm muzyki. Łzy napłynęły mamie do oczu, gdy próbowała zdusić łzy. Gdy podjechaliśmy pod lotnisko wyłączyłam radio i wyszłam z samochodu. Moim oczom ukazała się banda facetów czekających na swojego trenera.
- Naida, bądź miła. – szepnął mi tata do ucha, gdy wysiedliśmy z samochodu.
- A czy ja kiedykolwiek byłam niemiła?
- Zachowujcie się kulturalnie, bądźcie grzeczni i słuchajcie taty. - mama płakała, a jednocześnie nas pouczała. - Co ja będę robiła bez was w domu?
- Nie martw się mamo, zostawiłem specjalnie dla ciebie te grzyby, które wyrosły na pizzy, więc jakbyś się nudziła to możesz z nimi pogadać - powiedział Santi.
- Z pewnością tak zrobię. Miłego lotu wam życzę - mama zaczęła nas przytulać.
- Mamo przestań, robisz mi obciach - Santi próbował oswobodzić się z uścisku.
- Dzwońcie do mnie codziennie - nakazywała.
- Dobrze - powiedzieliśmy wszyscy jednocześnie.
- Miłego lotu - pomachała jeszcze do nas, wsiadła do samochodu i odjechała. Odetchnęliśmy z ulgą i zaczęliśmy się kierować w stronę piłkarzy, którzy patrzyli na nas jak na kosmitów. Nie wiem może mieliśmy coś na twarzach.
- Nie powiedział pan, że pojadą z nami pana córki - powiedział zdziwiony Sergio Ramos.
- I syn - dodał Santi, zły, że nikt go nie zauważył.
- Przecież nie muszę wam wszystkiego mówić. Może byście się przedstawili? - mój tata poszedł to drugiego trenera, zostawiając nas z tymi mutantami.
- Jestem Iker - podszedł do nas kapitan drużyny. - A to jest Nando, David, Sergio, Gerard… - zaczął ich wszystkich wymieniać.
- Pozwolisz, że się sam przedstawię? – jeden klepnął Ikera w plecy i wyszedł z szeregu. - Ja jestem Cesc. Czy my się przypadkiem nie znamy? – zwrócił się do mnie.
- Owszem, chyba widziałam cię w ZOO. Mieszkałeś w klatce z szympansami - spojrzałam na niego z wyższością. Cała reprezentacja zaczęła się śmiać, a moja siostra patrzyła na mnie ze zdziwieniem. - Zapomniałam ci powiedzieć, że dzwonili z tego zoo, przepraszają za numer z bananem i proszą żebyś wrócił.
- Zapowiadają właśnie nasz samolot - rzekł tata przerywając ciszę, która zapadła po moich słowach. Wszyscy zaczęliśmy się kierować w stronę odprawy.
- Nawet nie wiesz kim zadarłaś - powiedział ze złością Cesc.
- Wiem, z największym debilem świata - odpowiedziałam i dołączyłam do reszty.
Dwadzieścia osiem minut i czterdzieści pięć sekund. Tyle zaczął wynosić mój rekord w słuchaniu Santiago, koło którego miałam nieprzyjemność stać podczas odprawy. Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa, jak podczas zajmowania miejsca w samolocie. Przecież w końcu nie siedziałam koło Młodego. No dobra. Może to nie jest miłe, ale ile na litość boską mogę słuchać o tym dlaczego dżem morelowy jest lepszy od wiśniowego. Rozejrzałam się jeszcze raz po samolocie, a następnie wetknęłam sobie moje słuchawki w uszy i oddałam się wtórowaniu Adama Levine.
Dwadzieścia osiem minut i czterdzieści pięć sekund. Tyle zaczął wynosić mój rekord w słuchaniu Santiago, koło którego miałam nieprzyjemność stać podczas odprawy. Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa, jak podczas zajmowania miejsca w samolocie. Przecież w końcu nie siedziałam koło Młodego. No dobra. Może to nie jest miłe, ale ile na litość boską mogę słuchać o tym dlaczego dżem morelowy jest lepszy od wiśniowego. Rozejrzałam się jeszcze raz po samolocie, a następnie wetknęłam sobie moje słuchawki w uszy i oddałam się wtórowaniu Adama Levine.
- Naida, jak myślisz dolecimy w całości? – Santi wyciągnął mi słuchawkę z uszu i krzyknął na tyle głośno, że ludzie z drugiego końca samolotu na pewno to słyszeli.
- Jak jeszcze raz tak zrobisz to ty nie dolecisz, bo wyrzucę cię przez okno.
- Jak myślisz przeżyłbym?
- Oczywiście, bo głupi ma zawsze szczęście - skwitowałam.
- Idę do taty – powiedział obrażony, wstał i poszedł do przodu. Ja w tym czasie znów zaczęłam słuchać muzyki. Chwilę później zasnęłam. Obudził mnie głos mówiący o tym, aby zapiąć pasy, bo podchodzimy do lądowania. Gdy tylko wyszliśmy na ląd Santi zaczął całować ziemię. „Moja piękna, moja kochana” powtarzał.
- Wstawaj i nie rób wiochy - patrzyłam na niego zażenowana.
- Santiago, co ty wyprawiasz? - krzyczał tata, który był już przy wyjściu z lotniska.
- Chodź już - zażądałam.
- Idę - wstał z ziemi i otrzepał spodnie.
- Ty na pewno nie jesteś moim bratem - skomentowałam jego zachowanie.
- Co masz na myśli?
- To, że zostałeś adoptowany
- Nie mów tak - w jego oczach pojawiły się łzy.
- Pamiętam to jak wczoraj, gdy pojechaliśmy do domu dziecka. Tato z mamą chcieli innego chłopca, jednak taka pani pokazała nam ciebie i powiedziała „Bierzcie tego, bierzcie tego! Dorzucę jeszcze telewizor!” - mówiłam przekonująco, że aż sama byłam stanie w to uwierzyć.
- Tato! – Santi się rozpłakał i pobiegł w stronę taty. Przed lotniskiem stał nasz autobus. Piłkarze wchodzili do niego po kolei, ja stałam na samych końcu kolejki, a razem ze mną Jimena i Santi.
- Zapowiadają się ciekawe wakacje – powiedziałam i poprawiłam okulary, które zsunęły mi się z nosa, a następnie weszłam do autobusu.
Jimena:
- Szkoda, że z tobą – skomentowałam.
- Nie będę się wdawać w dyskusję – odpowiedziała i założyła słuchawki na uszy, czy ta dziewczyna wiecznie musi słuchać muzyki - zawsze zadawałam sobie to samo pytanie.
- Jimena, chodź tu na chwilkę – zawołał mnie tata. – Pomóż mi z nimi.
- To znaczy? – zapytałam i popatrzyłam na bandę roześmianych facetów.
- Każ im się zamknąć i iść do autobusu, bo ja nie mam do nich siły – popatrzył na mnie wzrokiem zbitego psa.
- Takie chwyty na mnie nie działają – uśmiechnęłam się .
- A słyszałem ostatnio, że wyszła nowa płyta twojego ulubionego zespołu… Czekaj jak oni się nazywali?
- Przekonałeś mnie – uległam. Podeszłam do najbardziej rozwrzeszczanego Ramosa i popatrzyłam mu prosto w oczy.
- Co się tak gapisz? – zapytał. Pozostali się roześmiali.
- Patrzę się, bo dawno nie widziałam tak niedorozwiniętego przedstawiciela homo sapiens – powiedziałam.
- Kogo? – popatrzył na mnie jak na wariatkę. – Ja nie jestem homo! Nie lubię różu, żaden ze mnie gej!
- Naprawdę ciężki przypadek – zrobiłam wokół niego kółko i znowu spojrzałam mu prosto w oczy. – Posłuchaj mnie Sergio, nie śmieszą mnie twoje dowcipy i jeżeli chcesz zagrać chociaż jeden mecz na tym mundialu to radzę ci zamknąć twarz i ruszyć swój gruby tyłek do autobusu.
- Nie zrobisz tego… – popatrzył na mnie z litością.
- Tato! – krzyknęłam.
- Nie, nie, dobra! Już idę. – zabrał walizkę i szybko ruszył do autobusu. Pozostali za nim.
- Marny z ciebie trener – powiedziałam do taty. – To było banalnie proste.
- Jak byś miała tak codziennie też byś skapitulowała.
- Jimena! Jimena! Jimena! – krzyczał Santiago.
- Czego? – popatrzyłam na brata.
- Muszę ci coś pokazać. – pociągnął mnie za rękę.
- Dobrze, byle szybko - i nim się obejrzałam staliśmy przed męską toaletą. - Nie wejdę tam - powiedziałam, robiąc przy tym dziwną minę.
- Nikogo tam nie ma. Chodź… Proszę. Nie bądź jak Naida. Ona nie weszła.
- Niech ci będzie – ten argument mnie przekonał, a poza tym mam słabość do Santiago, więc weszłam do tej toalety.
- Do czego to służy? – mój brat pokazał na pisuar.
- Do tego się sika, idioto – popatrzyłam na niego z politowaniem. Nagle do toalety wszedł jakiś mężczyzna.
- Chyba pomyliłem łazienki – wryło go na mój widok.
- Nie, to ja zawsze mylę. Sorry – spaliłam buraka i wyszłam.
- Jimena, czekaj! – Santiago biegł za mną.
- Zabiję cię, albo gorzej. Powiem wszystkim piłkarzom, że sikasz w majtki w nocy
- Jimena nie! Błagam! – klęknął przede mną i objął moje nogi.
- Wstawaj, ale pamiętaj policzymy się - weszliśmy do już wypełnionego autobusu.
- Gdzie wy byliście?! – krzyknął tata.
- Wymyśl coś – szepnęłam na ucho Santiemu.
- Na początku Bóg stworzył mężczyznę, a później wyciągnął mu żebro i tak powstała kobieta. Teraz faceci nie mają jednego żebra, żeby baby mogły się rozmnażać. Żal mi was mężczyźni – cały autobus zamilknął i po chwili wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
- Już wiesz – powiedziałam tacie.
- Rozmnażałaś się? – Naida musiała wtrącić swoje 5 groszy.
- Nie szmacę się, w przeciwieństwie do ciebie – powiedziałam do niej i usiadłam z tyłu z Santiago. Z każdej strony otaczali nas piłkarze.
- Lubisz grać w nogę? – jeden z nich zapytał Santiago.
- Nie lubię. Ja to kocham! – wykrzyczał.
- To genialnie. Ja jestem Xavi – podał mu rękę.
- Ja Santiago, a to jest moja sweetaśna siorka Jimena. PS. Ona często myli toalety.
- Pamiętaj co mówiłam lovaśny bracie… – powiedziałam nie odrywając wzroku od lektury.
- Co czytasz? – zapytał mnie Xavi.
- Kryminał – podniosłam na niego wzrok.
- Kiedyś miałem kota, którego nazwałem Zbrodniciel – wtrącił się Pedro.
- I co się z nim stało? – zapytałam.
- Dostał z pistoletu od sąsiada, który celował w kaczki - musiałam mieć przy tym zdaniu naprawdę komiczną minę, ponieważ piłkarz się roześmiał
- Ja kiedyś celowałem w kapelusz mojej mamy, ale nie trafiłem – powiedział Santi.
- Zabiłeś matkę? – wszyscy popatrzyli na niego.
- Ta jasne, pistoletem na wodę – odpowiedział. Wszyscy odetchnęli z ulgą.
- Wysiadamy – rozległ się głos taty. Weszliśmy do holu jednego z najpiękniejszych hotelów w RPA. Rozejrzałam się z ogromnym niedowierzaniem, który zapewne malował się już na mej twarzy.
- Poczekajcie tu, zaraz przyniosę wam klucze do pokoi – oznajmił mój ojciec. Usiadłam na kanapie. Po chwili nade mną stanął jeden z piłkarzy. Gerard Pique.
- To moje miejsce – powiedział z bananem na twarzy. Wstałam i rozejrzałam się dookoła.
- Jakoś nie widzę tu rezerwacji
- Zawsze jak tu przyjeżdżam siadam na tym miejscu – nie ustępował.
- Ile razy tutaj byłeś? – zapytałam.
- Nie zliczyłbym tego na palcach obu rąk – zaśmiał się.
- Masz jeszcze nogi – popatrzyłam mu w oczy z pogardą. Usiadł obok mnie.
- Nie kłóć się ze mną – zrobił minę zbitego psa.
- Nie ustąpię ci miejsca – powiedziałam.
- Mi tu koło ciebie jest bardzo wygodnie.
- To świetnie – włożyłam słuchawki do uszu. Po chwili przyleciał Santiago z jakimś obrzydlistwem na rękach.
- Co to jest?! – krzyknęłam.
- Żaba, wabi się Glut – wyjaśnił.
- Weź tą żabę ode mnie – powiedziałam.
- Ale jest słodka, prawda? – zapytał.
- Nie, idź pokaż ją temu koledze co siedzi obok mnie. Santiago i Gerard zaczęli konwersację o żabach, a ja zatopiłam się w lekturze.
- Jimena, mam złe wieści. Mamy razem pokój – oznajmiła moja siostra z wielkim oburzeniem.
- O fuck. Ja z tobą nie mieszkam! – krzyknęłam. – Kto się zamieni? – zapytałam.
- Ja! – zgłosił się Cesc.
- Nie ma żadnego zamieniania – podszedł do nas tata.
- Wielkie dzięki – powiedziałam patrząc mu w oczy. Zabrałam klucz od recepcjonistki i poszłam na górę. Nagle na plecach poczułam coś obślizgłego.
- Aaa! Weźcie to! – wrzasnęłam. Zza mojej koszulki wypadła żaba, zwana Glutem. Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam śmiejącego się Gerarda.
- Ty parszywy gnojku! Pożałujesz tego.
- Tak słodko wyglądałaś – popatrzył na mnie. Zabrałam wazon leżący na parapecie, wyciągnęłam z niego kwiatki i wylałam zawartość na głowę piłkarza.
- Teraz to ty tego pożałujesz – usłyszałam zza plecami gdy odchodziłam.
- Ze mną nie wygrasz – pomyślałam i udałam się do mojego pokoju żeby podenerwować siostrę.
__________________
Oł jee! Tak, to my -nie mylicie się. Mamy nadzieję,
że pamiętacie jeszcze opowiadanie wierność jest nudna,
jeśli to się nie przejmujcie, ponieważ wraca w nowej odsłonie.
W ogóle witają się z Wami Mariposa i Jusminte.
Bardzo nam miło znowu pisać tę historię.
Jest ona dla nas ogromnie ważna,
dlatego postanowiłyśmy wrócić.
Mamy nadzieję, że będziecie z nami.
Pytania kierować na:
Formspring.me/MariposaPL
Formspring.me/JusmintePL
Twitter:
Twitter.com/Anette_Mariposa
Twitter.com/Jusminte
GG:
46002027
Oł jee! Tak, to my -nie mylicie się. Mamy nadzieję,
że pamiętacie jeszcze opowiadanie wierność jest nudna,
jeśli to się nie przejmujcie, ponieważ wraca w nowej odsłonie.
W ogóle witają się z Wami Mariposa i Jusminte.
Bardzo nam miło znowu pisać tę historię.
Jest ona dla nas ogromnie ważna,
dlatego postanowiłyśmy wrócić.
Mamy nadzieję, że będziecie z nami.
Pytania kierować na:
Formspring.me/MariposaPL
Formspring.me/JusmintePL
Twitter:
Twitter.com/Anette_Mariposa
Twitter.com/Jusminte
GG:
46002027