Naida:
Dzień po przyjedźcie do hotelu już zauważyłam, że towarzystwo mężczyzn wpływa źle na moją psychikę. Robią mi z niej jakąś papkę. Po śniadaniu zostałam wezwana do pokoju ojca. Już od progu wiedziałam, że chodzi mu o kłótnię z Fabregasem. Mimo to, postanowiłam udawać, że nie wiem o co mu chodzi.
- Naida, musimy poważnie porozmawiać – zaczął.
- Słucham – usiadłam na łóżku.
- Nie wiem i nie chcę wiedzieć o co się pokłóciłaś z Cescem - zaczął mówić.
- Na szczęście – powiedziałam na tyle cicho, że nie usłyszał.- Spróbuj być dla niego miła. I nie tylko dla niego, chodzi mi tu głównie o… – nie zdążył dokończyć, ponieważ mu przerwałam.
- Jimenę, tak wiem.
- Postanowiłem, że będziecie miały razem pokój.
- Słucham? – nie dowierzałam.
- Musicie się nauczyć współpracować – prychnęłam na te słowa.
- Ja nic nie muszę, ja jedynie mogę – byłam zła i to okropnie zła. Nie rozumiałam decyzji ojca. Nie chciałam jednak się z nim kłócić, ponieważ wiedziałam, że ona nic nie zmieni.
- Spróbujcie chociaż porozmawiać - widziałam, że chce usłyszeć z moich ust, że wszystko będzie dobrze i się pogodzimy.
- Tato to nie ma sensu. A teraz przepraszam, muszę iść się rozpakować – wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju, nie czekając na jego odpowiedź.
Idąc korytarzem z pokoi dało się słyszeć krzyki chłopaków. Roześmiałam się, gdy usłyszałam kłótnię Sergio i Torresa o miejsce w szafie. Weszłam do swojego pokoju, na moim łóżku leżał tylko aparat fotograficzny. Zaś na drugim siedziała Jimena.
- Cześć – powiedziała. – Jedna z szaf jest twoja – pokazała palcem.
- Dzięki – podeszłam do swoich walizek, otworzyłam je i zaczęłam się rozpakowywać.
Czterdzieści pięć minut później już byłam rozpakowana, więc poszłam wziąć prysznic. Następnie wysuszyłam włosy suszarką, związałam je w kucyk. Założyłam bokserkę i jeansowe spodenki. Wyszłam z łazienki, Jimeny nie było w pokoju. Zamiast niej był Santiago.
- Tata kazał ci przekazać, że idziemy na obiad
- Już idę – odpowiedziałam. – Tylko zamknę drzwi, ok?
- Naida! – usłyszałam tuż nad swoim uchem, gdy tylko pojawiłam się w holu.
- Tak? – przede mną stał Sergio, uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Siedzisz z nami przy stoliku? – pokazał palcem na kilku chłopaków.
- Jasne, że tak – wszyscy zaczęliśmy się kierować w stronę jadalni.
Siedziałam przy stoliku i grzebałam w talerzu. Jedzenie dziś mi w ogóle nie smakowało, zmiana klimatu robi swoje. W pewnym momencie odsunęłam od siebie talerz.
- Nie jesz? – spytał Juan.
- Jakoś nie mam ochoty – odpowiedziałam.
- Mogę zjeść za ciebie?
- Jasne – podałam mu mój talerz. – Smacznego.
- Dziękuję – powiedział z pełnymi ustami.
- Jak myślisz wygramy mundial? – zapytał Nando, który odezwał się do mnie po raz pierwszy.
- Głupie pytanie. Oczywiście, że tak – odpowiedziałam. – Jeśli pozwolicie to pójdę do siebie – chciałam się jak najszybciej z stamtąd zmyć.
- Jasne, idź. Do zobaczenie później
Wstałam od stołu i zaczęłam się kierować do wyjścia. Nagle ni stąd i ni zowąd pojawił się przede mną mężczyzna z wazą w ręku. Nagle się poślizgnął ( a może udawał) i wylał na mnie całą zawartość wazy.
- Ja pierdolę! – nie przebierałam w słowach. – Naucz się człowieku chodzić – krzyknęłam.
- I vice versa – okazało się, że osobą, która wylała na mnie zupę był sam Francesc Fabregas.
- Zrobiłeś to chuju specjalnie! – krzyczałam.
- Chyba cię czyści – nie był mi dłużny. – To było niechcący.
- Niechcący to można dziewkę z czworaków zbrzuchadzić – odparłam. – Wiesz co? Weź te swoje zezowate oczy i wypierdalaj – chyba trafiłam w jego słaby punkt, bo nic nie odpowiedział. – A teraz weź się przesuń, bo chcę przejść – zacisnęłam pięści i spojrzałam na niego. - Lepiej się do mnie nie zbliżaj bez kija – powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Rozejrzałam się jeszcze po jadalni, wszyscy na nas patrzyli. Obróciłam się na pięcie i wyszłam. Gdy tylko znalazłam się w pokoju zdjęłam z siebie brudną koszulkę.
- Jak on mógł? – pytałam siebie samą, próbując zmyć tą ogromną plamę. – On jeszcze tego pożałuje i to gorzko pożałuje – klęłam pod nosem. Chwilę później usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę – krzyknęłam.
- Naida – do mojego pokoju wszedł sam Gerad Pique, przyjaciel Cesca.
- Słucham – wyjrzałam z łazienki.
- Cesc nie zrobił tego specjalnie
- A co ty jesteś obrońca praw zwierząt? – zapytałam. – Błagam cię nie przekonuj go do mnie, bo i tak nie zmienię o nim zdania.
- Pozwól, że teraz ja będę mówić – usiadłam na łóżku. - Cesc nie jest taki za jakiego ty go uważasz
- Taa jasne, a świstak siedzi, bo wiewiórka była nieletnia
- Proszę cię nie przerywaj mi – odpowiedział. – Uwierz mi, że jakbyś pobyła z Cescem trochę dłużej to polubiłabyś go – na te słowa prychnęłam.
- A tampony mają skrzydełka – powiedziałam z sarkazmem. – Teraz ja będę mówiła. Cesc jest zakłamaną świnią. Nie obchodzi mnie wasze zdanie o nim. Przy mnie zachowuje się, jak debil i ty to dobrze wiesz. – miałam dość tego. Ze złości mój ton się podniósł, a głos zaczął mi drżeć. – Proszę cię, idź stąd.
- Naida. – Gerard stał przy drzwiach. – Chciałem ci tylko jeszcze powiedzieć, że…
- Zostaw mnie. Chcę być sama. – i nim się obejrzałam Gerarda już nie było. Wróciły do mnie wspomnienia.
Zamknęłam oczy, w których pojawiły się łzy. Podbiegłam do drzwi i zamknęłam je na klucz. Oparłam się o ścianę i zjechałam po niej na podłogę. Nikt nie wie, że cyniczny uśmiech jest moją odpowiedzią na załzawione oczy. Nie jestem taka silna, jaką gram. Francesc zadarł ze mną, a ja nigdy nie odpuszczam. Nie pozwolę aby ktoś mną pomiatał. Już raz na to pozwoliłam i żałuję. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Kto tam? – zapytałam wycierając łzy z policzków.
- Naida otwórz – okazało się, że to moja siostra. – Wpuść mnie.
- Jimena spadaj – mój głos wrócił do stanu poprzedniego.
- Nie wiem czy wiesz, ale ten pokój należy również do mnie
- I co mam ci tego pogratulować? – wstałam z ziemi i się otrzepałam.
- Otwieraj – zaczęła uderzać pięścią w drzwi.
- Godzilla, uspokój się – krzyknęłam.
- Idę do taty – powiedziała.
- Dobra, nie miaucz kurwa – spojrzałam jeszcze raz w lustro i otworzyłam jej drzwi. – Lepiej?
- Żebyś wiedziała -odfuknęła i weszła do pokoju. – A tak na marginesie zbieraj się, bo jedziemy na trening.
- Muszę? – zawyłam.
- Niestety musimy, więc podnieś swój szanowny tyłek – na prawdę nie miałam ochoty jechać na żaden trening. Przez zmianę klimatu boli mnie głowa i brzuch. Wiedząc jednak, że nic nie wskóram wzięłam swoją torebkę, aparat i ruszyłam do recepcji, gdzie czekało już trzy czwarte reprezentacji, wśród nich Cesc Fabregas. Nagle podszedł do mnie Santi, uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Naido wyglądasz jak bałwan w deszczu – powiedział.
- Dziękuję– zdziwiły mnie te słowa.
- Nie ma za co
- Kogo mu tu widzimy? – podszedł do nas Cesc ze skrzyżowanymi rękoma. – Sama Naida del Bosque – zaczął klaskać.
- Stanął ci już na mój widok? – zgasiłam go niczym znicz na grobie. Już miał coś powiedzieć, jednak mój brat mu przerwał.
- Już wiem, już wiem, jak śnieżynka w wiosennym słońcu – powiedział dumny z siebie Santiago, na te słowa zaczęłam się śmiać, jak cała reszta Hiszpanów, łącznie z Cescem.
- Dobra zbieramy do autobusu – mówił mój ojciec przez łzy.
- Jeszcze się policzymy – zagroził mi Cesc, na co się zaśmiałam i poszłam dalej.
Jimena:
Pierwsza noc w RPA to była masakra. Naida do dwudziestej czwartej gadała z kimś przez telefon. O pierwszej do naszego pokoju wpadł Santi w białym prześcieradle, próbował nas wystraszyć. Jednak zamiast siać grozę dostał od nas w uszy. O godzinie szóstej rano na korytarzu rozległ się przerażający hałas. Wybiegłam z łóżka jak oparzona.
- Co się tu kurwa dzieje? – wrzasnęłam.
- Nie przeklinaj! Jak ty chcesz być psychologiem kląć? – mój tata stał po środku w samych gaciach z trąbką w ręku.
- Co ty robisz? – zapytałam.
- Robię pobudkę – wyjaśnij i zatrąbił jeszcze raz. Tym razem z pokoju wypadł Victor Valdes.
- Trenerze jeszcze pięć minut - poprosił.
- Za pięć minut to wy macie być na dole. Zaczynamy trening - powiedział do niego mój tata.
- To ja idę spać dalej - odwróciłam się i chciałam wejść do pokoju.
- Nie Jimena. Wołaj Naidę, wy jedziecie z nami. – tata nie żartował.
- Ale co my będziemy tam robić? – zapytałam.
- Nie będziecie się nudzić – powiedział wchodząc do swojego pokoju. Weszłam do pokoju, wzięłam prysznic i ubrałam biały t-shirt i krótkie spodenki.
- Naida, rusz zad jedziemy na trening – trzęsłam jej łóżkiem już dobre pięć minut.
- Spadaj debilko, nigdzie nie jadę. – broniła się jak mogła. - W takim razie stracisz okazję zemścić się na Fabsie – użyłam podstępu.
- Już wstaję – wyszła z łóżka. – Ten zjeb pożałuje – zmarszczyła brwi i poszła do łazienki.
Żeby zacząć trening musieliśmy dojechać na boisko. Jakieś dwadzieścia minut drogi. Do autobusu weszłam pierwsza i zajęłam miejsce bardziej z tyłu. Włożyłam słuchawki do uszu. Zaraz po mnie zjawił się Cesc. Usiadł naprzeciwko mnie i patrzył się niemiłosiernie. Zdjęłam słuchawki.
- Masz jakąś sprawę? – zapytałam.
- Jak to jest oblać Gerarda? – uśmiechnął się.
- Zajebiste uczucie. Też powinieneś spróbować – powiedziałam.
- Trochę od gapiłem się od ciebie oblewając zupą twoją siostrę – wyjął telefon i pokazał mi zdjęcie Naidy piorącej koszulkę.
- Skąd to masz? – zapytałam.
- Jestem szybki i cichy – wyjaśnił.
- Ej, ty masz jakąś obsesję koleś?
- Nie mam obsesji. Po prostu ze mną się nie zadziera. A ty uważaj, bo Gerard tez święty nie jest – powiedział.
- Ja się nie boję blondynek. – założyłam z powrotem słuchawki na uszy, bo do autobusu zaczęli napływać piłkarze.
- Jimena! – Santi biegł w moją stronę. – Mogę siedzieć koło ciebie?
- Siadaj – powiedziałam.
- Zobacz co zrobiłem – pokazał mi szmacianą laleczkę z głową Ronaldo przekutą szpilkami.
- Moja krew – pogłaskałam go po głowie. Autobus ruszył.
- Od dzisiaj zaczynamy ciężką harówkę. – mój tata zabrał się za prawienie monologów. – Więc jak ktoś się będzie spóźniał, albo będzie robił inne głupie rzeczy to ma wielkie szansę wylecieć tego samego dnia z powrotem.
- Spoko trenerze – powiedział Sergio Ramos. – Wszystko będzie chodziło gładko jak w zegarku.
- Mam nadzieję – tata usiadł na miejsce.
- Shake your as, come on, shake your as! – Santi zaczął wydzierać się na cały autobus.
- Wali ci? – zapytałam.
- Oł men, no, are you crazy? – powiedział wymachując rękami.
- Kto cię tego nauczył? – zapytałam.
- Gerard – odpowiedział.
- Ładne zdjęcie, Jimena – powiedział do mnie Cesc i wyświetlił moje zdjęcie na którym jestem wysmarowana zielonym płynem. – Do twarzy ci w tym kolorze.
- Skąd to masz?! – krzyknęłam.
- Gerard mi wysłał – popatrzyłam na Gerarda siedzącego obok Fabsa.
- Twój brat miał to na telefonie i mi wysłał.– wyjaśnił Gerard śmiejąc się.
- Santi masz wpierdol! – powiedziałam do brata.
Po powrocie do hotelu, każdy miał już moje zdjęcie i każdy śmiał się ze mnie niemiłosiernie. Wtedy zrozumiałam, że muszę zemścić się na Gerardzie.
__________________
Nie będziemy ukrywać, że mamy zaległości,
które są spowodowane... szkołą.
Będziemy się nadrabiać, bo tak nie może być.
Dziękujemy za wszystkie komentarze.
Mamy nadzieję, że zostaniecie z nami na dłużej.